O miłości

Wytyczna: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego.

Jak masz problem z miłością do bliźniego, to może warto się nad tym zastanowić i zadać sobie pytanie, czy ja kocham siebie samego? Bo może w tym jest właśnie problem i dlatego nie kocham bliźniego, no bo jak siebie samego nie, a bliźniego jak siebie samego, no to bliźniego też nie. I chuj bombki strzelił.

Wniosek więc z tego taki, moim zdaniem, że z miłością to warto zacząć od siebie samego, tak samo jak z maską z tlenem w samolocie. Czyli na kroki rozbić to można w ten sposób:

  1. Kochaj siebie samego, bardzo, najbardziej jak się da.
  2. Kochaj bliźniego, tak samo jak siebie samego.

I to jest sposób w dwóch prostych krokach na to jak kochać. Proste?

Proste, to prawda, ale ciężkie, jak podnoszenie ciężarów na przykład. Szczególnie jak masz kamień z serca. Wtedy trzeba się namocować żeby ten kamień z serca zrzucić, takie odkamienianie serca, i niestety nie można sobie tam nalać Calgonu jak do pralki. Trzeba nad tym trochę popracować, wierzyć że się uda i iść na całość z wyrozumiałością, życzliwością, pokorą i lekką nutą autoironii. Jak już się uda serce odkamienić, przy pomocy wyrozumiałości, pokory, życzliwości itd. to wtedy lżej na sercu się robi, i wtedy serduszko zaczyna pukać w rytmie cza cza i miłości szukać, samo z siebie.


Sztuka korespondencyjna:

>> “when love is lost, it can be found”